23-08-2009
Noc w dolinie muminków
Tuż przed północą Tata Muminka przewrócił ostatnią stronę swojej ulubionej książki, zdjął okulary i westchnął. Oprócz westchnienia Taty ciszę w gabinecie przerywało tylko tykanie zegara, który wskazywał 11:57. W innych pokojach z mrokiem mieszały się w nierównych proporcjach posapywanie Muminka, szelest pościeli Panny Migotki, która właśnie przewracała się z prawego boku na lewy, oraz ciche acz wyraźne pochrapywanie Mamy Muminka. Tata Muminka rozparł się wygodnie w fotelu i mocno zacisnął oczy. Przez chwilę wirowały mu pod powiekami czerwone kółka, oczy lekko go piekły, ale zaraz przyszło ukojenie. Nie otwierając oczu, sięgnął do wyłącznika i zgasił lampkę. Pomyślał, że pora do łóżka. Obiecał Paszczakowi, że jutro pomoże mu naprawić schody na ganek; musi się wyspać. A jak będą przybijać nowe deski, przemyśli to, o czym właśnie skończył czytać. A teraz spać. Mózg i tak, sam, bez pracy Taty, uporządkuje wszystko, co dzisiaj przeczytał. W rytm pracy młotka ustosunkuje się jutro nad morzem do tego i owego. Paszczak jest dobrym kompanem w takich wypadkach. Nieczęsto się odzywa. Będzie więc tylko Tata i jego myśli. I rytmiczny stuk młotka o deski: stuk – stuk – stuk – stuk – stuk... Tata Muminka wyobraził sobie to swoje jutrzejsze myślenie całkiem wyraźnie, plastycznie, że niemal usłyszał owo stukanie. Tuk – tuk – tuk – tuk... Nie, więcej niż wyobraził sobie. On to usłyszał. Słyszał stuk. Miękki, cichy, ale całkiem rzeczywisty. Nie dochodził on z głowy Taty, nie wydawał go zegar, ale przebijał ciszę gdzieś od strony okna na ogród. Tata otworzył oczy, ale nie ujrzał w pokoju niczego, co by się poruszało. Teraz dziwny odgłos dochodził wyraźnie z zewnątrz. Tata wstał z fotela, otulił się szczelnie pledem i podszedł do okna. Na początku nic nie przykuło jego uwagi. Minęło dobrych kilka minut, gdy wreszcie dostrzegł niewyraźny, ciemniejszy zarys jakiejś sylwetki w rogu ogrodu, tam, gdzie zwykle rodzina Muminków rozpalała świętojańskie ognisko. Postać rytmicznie pochylała się i prostowała, a z każdym pochyleniem rozlegało się stłumione „tuk!”. Tata wrócił do biurka po okulary, znów stanął przy parapecie okiennym i zaraz zrozumiał, co się stało. Ciemną postacią była Buka. Kopała kilofem w zmarzniętej ziemi, a co jakiś czas wygarniał grudy z coraz głębszego dołu i odkładała je, tak!, odkładała, a nie odrzucała, odkładała je jakby czule obok wykopu. Tata długo przyglądał się Buce. Stał bez ruchu, patrzył na ponure widowisko i myślał. Muminek spał i sapał. Mama Muminka beztrosko śniła nowy przepis na ciasto, a Panna Migotka właśnie przewracała się z lewego boku na prawy. Buka kopała, domownicy spali, Tata patrzył i myślał. W końcu westchnął i podszedł do fotela. Zdjął pled, złożył go w zgrabny kwadracik i odwiesił na oparcie, a następnie podszedł do szafy. Drzwi zaskrzypiały i Tata sięgnął w przepastne głębie mebla, a chwilę potem w jego ręce pojawiła się strzelba. Nie wiatrówka, którą bawiła się często Mała Mi, strzelając do Włóczykijowego kapelusza, ale najprawdziwsza strzelba. Nie znam się na strzelbach. To jednak była strzelba, z której można było ranić lub zabić. Na pewno. Tata wrócił do okna. Zdjął haczyk i uchylił skrzydła. Tak – cichutko. Nic nie zaskrzypiało – ucieszył się Tata Muminka. Poprawił okulary na nosie i spojrzał na Bukę przez szczerbinkę. Buka nieludzko rytmicznie pochylała się i prostowała. Przez jakiś czas, raczej krótki, Tatuś śledził jej ruchy, wchodził w rytm Buki, aż wreszcie wstrzymał oddech i gdy Buka po raz kolejny weszła w szczerbinkę, pociągnął za spust. Cichy trzask iglicy, niewiele głośniejszy od zegarowego tykania, usłyszał tylko on. Nie przebudziła się Mama Muminka, która właśnie przez sen uśmiechnęła się do swojego nowego wypieku. Nie przebudziła się Panna Migotka, która w momencie strzału przewracała się znów z prawego na lewy bok. Nie zbudził się też Muminek, który ani o niczym nie śnił, ani się nie przewracał w łóżku, a tylko cichutko posapywał przez sen. Buka także nie usłyszała tego dźwięku. Wbijała w zmarzlinę kilof, wyciągała kolejne grudy ziemi i pieczołowicie, jak rolnik główki kapusty, układała je w coraz wyższy stosik. Tata Muminka uśmiechnął się do siebie, `westchnął z rezygnacją i zamknął okno. Odłożył broń do szafy, a później powlókł się do łóżka. Nie widział już, bo nie mógł tego zauważyć, że w chwili, gdy naciągał koszulę nocną, Buka odwróciła się w stronę okna i popatrzyła na nie swoimi pustymi oczami.
Etykiety:
funky dieter,
Szczepan Twardoch,
zabawy z bronią
Subskrybuj:
Posty (Atom)
